To powolna praca, takie oswajanie miejsca

Może dlatego, że w moim życiu było sporo zmian, a może ponieważ po prostu taka jestem, nie lubię poczucia tymczasowości. To trochę ironia losu, zważywszy, gdzie się obecnie znajduję. Na obczyźnie od ponad 13 lat, pomiędzy dwoma krajami, budując kolejną fazę.
W takiej sytuacji trudno jest poczuć się naprawdę w domu. Ale nie ustaję w wysiłkach, by w obu krajach zbudować miejsca, które dadzą mi poczucie swojskości, przytulności, azylu…
To nie jest łatwe zadanie, bo dom to nie ściany i meble. Uczucie przynależności do miejsca nie powstaje również przez zasiedzenie. Możemy spędzić gdzieś wiele lat i nadal czuć się obco. Możemy też znaleźć się gdzieś po raz pierwszy i poczuć, jakbyśmy byli jego częścią od zawsze.
Ale nawet jeśli coś nie do końca jest naszym ostatecznym przystankiem, możemy sprawić, by było domowe. Ja za każdym razem, kiedy przeprowadzałam się do nowego miejsca, w pierwszej kolejności starałam się nadać mu choć odrobinę przytulności i swojskości.

To powolna praca, takie oswajanie miejsca. Zauważyłam, że za każdym razem robię dokładnie to samo. Najpierw zmieniam kolor ścian, wprowadzam światło. Potem na oparciu kanapy pojawia się mój ulubiony koc, kilka poduszek. W kuchni – kubek, który idealnie leży w stulonych dłoniach i mieści dokładnie tyle herbaty, ile potrzebuję. I zapach pieczonego ciasta.
Po jakimś czasie orientuję się, że przestaję myśleć "mieszkanie", a zaczynam czuć "dom". Delikatnie się zakorzeniam.
I po jakimś czasie to nowe miejsce staje się dobre, oczekujące i przyjazne. Nawet, jeśli jest na chwilę.
Tak często słyszę: "To tylko na chwilę. Nie warto inwestować. To tylko na jakiś czas”. Dla mnie nawet ten „jakiś czas” jest cenny. Jak wspominałam już niejednokrotnie w moich filmach, ja chcę żyć cały czas, nie tylko oczekiwaniem. Chcę czuć się dobrze tu i teraz, codziennie. Chcę mieć miejsca, które przytulą mnie, kiedy jest mi smutno. I które będą świadkami dobrych chwil.
W języku angielskim istnieją dwa słowa, które oznaczają dom. „House” – to budynek, coś, co istnieje fizycznie, ale nie ma jeszcze duszy. „Home” – to dom, miejsce, gdzie czujemy się na swoim miejscu, bezpiecznie.

Nawet jeśli żyję pomiędzy, w oczekiwaniu na kolejny etap, nawet jeśli jeszcze ogrom pracy przede mną, jestem bardzo szczęśliwa, bo udało mi się zbudować to drugie w obu miejscach - w Irlandii i w Polsce. Każde z nich ma inną atmosferę, inny smak, ale oba są dla mnie dobre, i w obu miejscach ładuję swoje baterie. Dlatego nawet, jeśli to wszystko potrwa jeszcze lata, to w porządku. Bo dom już mam.



Komentarze