Niech to będzie moja mandarynkowa babka
- 4 dni temu
- 2 minut(y) czytania

Za chwilę opublikuję mój nowy film na YouTube, w którym zapraszam na mojego bloga. Jak zawsze, trochę się denerwuję – czy się spodoba, czy wywoła dobre emocje, refleksję… Każdy film to wiele godzin pracy, często ponad dwieście ujęć, które przycinam i łączę w opowieść – z narracją i muzyką. To za każdym razem taki mały maraton – pomysł, nagrywanie, montaż…
Tym razem było mi dość ciężko, może to jakieś przesilenie, może coś jeszcze, ale kosztowało mnie sporo wysiłku, żeby przejść przez te wszystkie kroki. Nie dlatego, że nie sprawiało mi to przyjemności, ale dlatego, że coś się we mnie zmęczyło.
Kusząca wydawała się perspektywa wyłączenia wszystkiego, ugotowania wielkiego garu rosołu, żeby było co jeść (mimo wszystko wolę domowe jedzenie niż gotowce, chyba w związku z tym nie jest jeszcze tak źle 😊), a potem zakopania się pod kocem i zaaplikowania sobie netflixowego znieczulenia.
Ale znam siebie, i wiem, że potem bym żałowała. Że to nie tak mogę sobie pomóc.
Moje zmęczenie jest tylko trochę fizyczne, a bardziej mentalne. Wiele rzeczy do zrobienia, wiele bardzo dobrych i dających satysfakcję, ale prawie wszystko wymaga wysiłku umysłowego. A kiedy do tego to miejsce, które jest moją odskocznią – czyli ogród, przynosi frustrację i falę bezsilności zamiast ukojenia, trochę opadają mi ręce.
Dlatego dałam sobie odetchnąć i znalazłam prostą, dobrą czynność, która nie wymagała ani wielkiego myślenia, ani wysiłku, ale za to była przyjemnym procesem, kojącym i zakotwiczającym w teraźniejszości. Upiekłam moją babkę mandarynkową. Obieranie mandarynek, ich aromat na moich palcach, słodko-kwaśny smak, a potem słodycz ukręconego ciasta, przynosiły dobre wspomnienia. Moich pierwszych chwil w Siedlisku, ale również starsze, z dzieciństwa, kiedy mama pozwalała nam wylizać miskę… Do tej pory, dosłownie za każdym razem, kiedy to robię, mam w głowie jej głos – nie jedz tyle surowego ciasta, bo rozboli cię brzuch! Za każdym razem😊
I wtedy naszła mnie myśl, żeby rozbudować mój pomysł strony z przepisami o coś więcej. Żeby stworzyć dobre miejsce, gdzie refleksje, przepisy, myśli i dobra energia będą taką „mandarynkową babką”, również dla innych. Czymś, co pozwoli odetchnąć, naładować mentalne baterie, pobyć razem w miejscu przyjaznym i gościnnym.
W moich filmach na YouTube używam muzyki i obrazu, żeby przekazać moje myśli, emocje i uspokajającą energię. Słowa są ramą.
Tutaj, na tym blogu, jest właśnie miejsce na słowa i pogłębienie refleksji. To, co opowiadam i zaznaczam w moich filmach, tutaj ma szansę na jeszcze większą głębię, wnioski i uważność.
To dopiero początek, pierwsze wpisy, pierwsze galerie, pierwsze przepisy, podstawowy wygląd strony. Jeszcze nie wszystko jest tak, jak sobie to wyobrażam. Ale to w porządku. Zaczynam teraz i niech ta strona rośnie razem z Siedliskiem…



Komentarze