Początek Zmiany - dwuletnia kartka z pamiętnika
- 9 cze
- 3 minut(y) czytania
Zaktualizowano: 4 dni temu
Moje zwierzaki i promienie słońca wpadające przez niezasłonięte okno obudziły mnie krótko po piątej rano. Wyszłam przed dom w kurtce narzuconej na piżamę i otwartym jednym okiem, bo drugie nie dało rady się obudzić, i już pierwsze hausty porannego powietrza i widok czystego, błękitnego nieba sprawiły, że zachciało mi się działać.
Dzisiaj mam wolne popołudnie, a że jest szansa, że słońce nie da się chmurom, a jeśli nawet, to może przelotnie, pojadę zmierzyć się z miejscem w ogrodzie, które najbardziej mnie frustruje – kątem zarośniętym pokrzywami, agrestem, z rupieciami i starą skrzynią, która zamieniła się w dom dla wielkich pająków. Okropieństwo. Panicznie boję się a może raczej - histerycznie brzydzę – pająków i różnego rodzaju robactwa, w związku z tym zakładam, że to będzie dla mnie niezła przeprawa.
Już od dłuższego czasu miałam zamiar tam posprzątać, bo nie dość, że ten kawałek jest mi już w tej chwili niedostępny, to jeszcze zasłania słońce, które powinno docierać do foliaka. A słońce jest potrzebne, bo w Irlandii znowu jest chłodno i deszczowo, i nic mi nie chce porządnie wschodzić.
Moja mama przysyła mi regularnie filmy i zdjęcia z Siedliska, i wszystko już tam rośnie na potęgę. A ja mam biedne małe sadzoneczki, które walczą o przetrwanie. I to pomimo tego, że zimy tu, w Irlandii, są łagodne i wegetacja ruszyła o miesiąc wcześniej niż w Polsce.
W związku z powyższym – trzymajcie kciuki. Dam wam znać, jak poszło. Zresztą, pewnie zobaczycie w kolejnym filmie na YouTube, bo mam zamiar trochę ujęć z tej mojej walki tam wpleść. Coś w nas jest takiego, że lubimy oglądać ciężką pracę innych ludzi i takie „przed i po”… Cóż, skoro i tak będę to robić, mogę Wam przy okazji zapewnić chwilę relaksu 😊
A w międzyczasie, w związku z tym, że to pierwszy wpis na tym blogu i dobrze byłoby opowiedzieć historię Siedliska od początku, poczytajcie sobie trochę.

Porządkując stare notatki, znalazłam tekst napisany kilka tygodni po zakupie działki w Polsce w 2024 roku. Wtedy nie było jeszcze pergoli, sadu, ścieżek ani filmów na YouTube. Było za to dużo ekscytacji, trochę strachu i bardzo dużo planów. Czytając go dzisiaj uśmiecham się do tamtej wersji siebie. Zostawiam go tutaj bez większych zmian.
Niech jednak najpierw zdmuchnę dwuletni kurz z tych pierwszych kart pamiętnika…

„Kupiłam ziemię!
Jest 20 lipca 2024 roku, a do Irlandii jeszcze nie dotarło lato. Tym bardziej skrupulatnie wyłuskuję słoneczne chwile z deszczowych, chłodnych dni i chłonę ich energię całą sobą. Pędzę na działkę i zbieram dojrzewające maliny, które wtedy smakują najlepiej, rozgrzane, soczyste i aromatyczne. Wszystko inne jeszcze w zawiązkach, w tym roku pogoda nie jest łaskawa dla niczego oprócz chwastów.
W Polsce już dawno po sezonie, a ja wczoraj zerwałam z krzaczka moją pierwszą truskawkę. Ciekawe, że nawet nie do końca dojrzała, smakowała wybornie, słodko, podczas gdy te piękne czerwone ze sklepu mają posmak ogórków.
Ale dzisiaj nie o tym chciałam pisać… Dzisiaj o Wielkim Kroku Naprzód!
Niedawno wróciłam z dwutygodniowego pobytu w Polsce. Mam to! Naprawdę znalazłam i kupiłam ziemię! Nadal nie mogę w to uwierzyć, tym bardziej, że wszystko potoczyło się tak szybko! Było tak, jakby jakaś odgórna siła tylko czekała na moją decyzję i w momencie, kiedy ta zapadła, westchnęła „No, wreszcie!”, i podsunęła mi właściwe rzeczy.
Od momentu podjęcia decyzji o powrocie do Polski za kilka lat i założeniu Siedliska minęło niecałe pół roku, a ja już mam miejsce, którego jestem właścicielką, maszyna biurokratyczna pozwoleń na budowę została wprawiona w ruch, jest postawiony płot (fakt posiadania własnej bramy i furki niezmiennie mnie wzrusza), została już też doprowadzona woda.
Tak, to to miejsce, które oglądałam wczesną wiosną, druga działka, którą brałam pod uwagę. Ciekawe, że mieszkanie, które kupiłam w Irlandii też było jednym z pierwszych, które obejrzałam… Może i myślę długo i intensywnie, ale jak już zaczynam działać, to konkretnie, z wyraźnie określonym celem i wcześniej przygotowanym zapleczem.
Ja w sumie niewiele potrzebuję, żeby czuć się dobrze, ale jak już czegoś zapragnę, to chcę całą sobą, głową, duszą sercem i skórą! Może dlatego tyle razy udało mi się osiągnąć moje cele, a przeszkody, zamiast demotywować, sprawiają, że zaciskam zęby, podwijam rękawy i działam dalej.
A teraz CHCĘ zbudować moje Siedlisko.
Z kilku ważnych względów zajmie to sporo czasu, ale tak jest dobrze. I mimo że wszystko we mnie wyrywa się do tego miejsca, że chciałabym już, teraz, codziennie, potrafię czekać i cieszę się każdym małym kroczkiem. Nawet kiedy, jak teraz, siedzę w moim mieszkaniu w Irlandii, a za oknem siąpi deszcz.
Zaczynam moją podróż i życie pomiędzy dwoma krajami. Przyznaję, boję się – kolejnej dużej zmiany w moim życiu, ciężaru tej inwestycji i całej logistyki, ale równocześnie jestem szczęśliwa. Pełna nadziei i pięknych marzeń. Zobaczycie, ja to wszystko zrealizuję! 😊”





















Komentarze