top of page

Gradobicie i moje zablokowane mentalne kółko

  • 10 cze
  • 2 minut(y) czytania

Zaktualizowano: 4 dni temu

No i nie pojechałam wczoraj do ogrodu na przeprawę z pokrzywami i pająkami. A to dlatego, że niebieskie niebo okazało się jednak ułudą. Już w południe zaczął wiać wiatr, a niebo zaciągnęło się ciężkimi chmurami. A potem...




A teraz boję się pojechać, bo nie wiem, co tam zastanę. Moje walczące o przeżycie sadzonki i kiełkujące rośliny dostały wczoraj spore baty. Tak mi ich żal! A pojechać muszę. Chcę. Powinnam.





Kusi mnie, żeby właśnie tak zatytułować mój następny film na YouTube: „Walczę z żywiołami – Czy mój ogród da radę?!” Trochę dramatycznie, ale tak właśnie się teraz czuję. Tu wiatr, tu deszcz, tu grad… Chłód, ślimaki i coś większego, co kradnie moje dojrzewające pomidorki. No, może usunę wykrzyknik…

W tym miejscu coach we mnie chrząka znacząco i przypomina o wszystkich tych mądrych rzeczach, nad którymi pracuję z innymi.


Dobrze. Głęboki wdech. Ćwiczę spokój i uważność, praktyczne podejście do spraw. Zerkam za okno, potem robię cross-check z aplikacją pogodową. Hm.

Kolejny głęboki, powolny wdech. Skupiam się na tym, co mogę zrobić. Nic nie da wkurzanie się na to, na co nie mam wpływu. Strata energii.

Mówię sobie, że w najgorszym razie dzisiaj zapakuję już wszystkie sprzęty i będą czekać na okno pogodowe.

A mam kilka rzeczy do zabrania – pistolet na zszywki, rolka siatki, młotek, piłka ręczna, sekatory, wiertarko-wkrętarka, grube rękawice, worki na śmieci, nasiona, aparat, mikrofony, statyw…  Mówiłam, że wybieram się tym razem na przeprawę, nie tylko na lekkie wyrywanie chwastów!

Zawsze znajdę sobie jakiś ambitny projekt… No, ale co poradzę na to, że widzę wokół siebie tyle możliwości i podoba mi się wizja tego, jak będzie, kiedy już skończę…?

Tak, wiem, muszę uważać, żeby się przy tym nie zajechać. Jestem tego świadoma. Znam swoje tendencje i wiem, że muszę cały czas uważać i korygować moje odruchowe działania (wszystko na raz i szybko) i myśli (dam radę, muszę dzisiaj, lepiej zacisnąć zęby i potem mieć z głowy).

Jestem jak ten wózek sklepowy z jednym zablokowanym kółkiem – jedzie, ale cały czas trzeba korygować, żeby nie wjechać w regał…

Opierając się na moim doświadczeniu zawodowym śmiem nawet twierdzić, że każdy z nas ma jakieś zablokowane kółeczko 😊  

 

Moje kółko skręca ku ogrodowi. Reszta, kierując się w stronę pokazywaną przez głos rozsądku – bo znowu się rozpadało – zwraca moje spojrzenie ku temu, co czeka na mnie pod dachem. W spokoju skończę pracę i pobawię się z psem. Ugotuję obiad na zapas. Skończę ten wpis i popracuję nad finalnymi szlifami strony internetowej. Spiszę pomysły z żółtych karteczek rozsianych po biurku.

A kiedy pogoda w końcu się ustabilizuje, uzbrojona w moje profesjonalne, przygotowane zawczasu narzędzia pojadę na odsiecz mojemu ogrodowi.


Taki jest nowy plan. Dzisiaj. A jutro zobaczymy.

 
 
 

1 komentarz


Nieznany użytkownik
4 dni temu

Witaj, Basieńko:) Do Twoich rozlicznych talentów dodałam dziś kolejny. Potrafisz pięknie pisać:)

Prawdziwy z Ciebie człowiek Renesansu. Pozdrawiam serdecznie 🤗

Polub
bottom of page