

Nie od razu
Jestem tu. W końcu. Tak długo na to czekałam – na dni wolne od zobowiązań i list rzeczy do zrobienia, a za to przepełnione pełnymi relaksu chwilami w moim siedlisku. Jego spokojem, szumem drzew i świergotem ptaków. Porankami na tarasie z kubkiem parującej kawy. Spacerami po lesie. A jednak pierwsze dni upłynęły inaczej. Nie umiałam w ciągu jednej chwili wejść w ten spokój. Relaks nie przyszedł automatycznie. Byłam jak łabędź na jeziorze – na zewnątrz spokój, a pod powierzchni

_heic.png)






